27 sierpnia uczestniczyłam w otwarciu hali produkcyjnej w Zakładzie Karnym w Czerwonym Borze.

 

fot. portal współczesna.pl

 

fot. portal wzasięgu.pl

Na podkreślenie zasługuje fakt, że przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Centralny Zarząd Służby Więziennej program „Praca dla więźniów” jest już realizowany w innych miastach, przynosząc korzyści dla więźniów i przedsiębiorców. 

Skazany korzysta przede wszystkim na tym, że pracuje. Jeśli jest zatrudniony w pełnym wymiarze godzin, przysługuje mu pensja w przynajmniej takiej wysokości, jak minimalne wynagrodzenie za pracę, przy czym wynagrodzenie naliczane jest proporcjonalnie do rzeczywiście przepracowanych godzin. Dzięki temu więzień ma pieniądze na wywiązanie się ze swoich zobowiązań, jak np. zaległe alimenty, niespłacone kredyty albo niespłacone grzywny. Co więcej, więzień, który pracuje, zdobywa nowe umiejętności i kwalifikacje, które być może przydadzą mu się po opuszczeniu więzienia. 

Z kolei przedsiębiorcy mogą liczyć na ryczałt z tytułu zwiększonych kosztów zatrudnienia osób pozbawionych wolności. Ponadto właściciel firmy zatrudniający więźniów, nie musi podpisywać odrębnej umowy z nimi, bo faktycznie – w świetle Prawa pracy - więzień nie jest typowym pracownikiem. Pracownik-skazany nie podlega też przepisom tego kodeksu, z wyjątkiem BHP. Przedsiębiorca zwolniony jest także z opłacania składki zdrowotnej za zatrudnienie skazanego pracownika.

Z danych Służby więziennej wynika, że tylko w ciągu 2 lat realizacji programu zatrudnienie skazanych zwiększyło się o prawie 12 tysięcy osadzonych. Obecnie pracuje ponad 35,6 tys. osób pozbawionych wolności. Fakty mówią same za siebie - nigdy w historii III RP nie pracowało tylu skazanych.